Po ostatnich śnieżnych przygodach w Izerach postanowiłem, że na kolejny wypad w góry przygotuje się lepiej. Mając w pamięci brnięcie w śniegu po kolana przez długie kilometry, tym razem zaopatrzyłem się w narty biegowe. Warto zaznaczyć, że nie w jakiś nowoczesny i wypasiony sprzęt, a w ponad 20 letnie biegówki. Będąc dzieckiem w domu była para nart, przywiezionych z za zachodniej granicy, po małym śledztwie okazało się że narty wraz z butami Polsport są u dziadka w szopie. Po lekkim liftingu (odkurzenie i smarowanie świeczką) sprzęt był gotowy do użycia. Moje doświadczenie z nartami biegowymi jest wyjątkowo słabe, a ostatni raz miałem je na nogach ponad 10 lat temu. Miałem więc spore i uzasadnione obawy czy dam radę, dlatego do plecaka zapakowałem buty trekingowe.

Po wcześniejszym rozpoznaniu warunków, okazało się że trasa zainspirowana wypadem Skadi, ze względów na brak śniegu na niektórych odcinkach, jest niemożliwa do zrealizowania. Postanowiłem więc wystartować z Przełęczy Jugowskiej, szczęśliwym zbiegiem okoliczności tego dnia odbywała się tam fajna impreza „Rodzinne bieganie z Telewizją Sudecką„. Organizatorzy zadbali o odpowiednie przygotowanie tras, jako że zjawiłem się na przełęczy jakoś przed 10:00, a impreza startowała o 11:00, miałem trasę praktycznie dla siebie.

Moje wątpliwości co do słuszności wyboru biegówek szybko się rozwiały, początkowo podejście może nie było w stylu Justyny Kowalczyk, ale z czasem szło już coraz lepiej. Po pewnym czasie lekkość i szybkość przemieszczania się w terenie pozytywnie mnie zaskoczyła.

Pogoda wymarzona, słonecznie, ciepło i śnieżnie. Już przed 12:00 byłem na Wielkiej Sowie. Wchodząc na szczyt spotkałem grupę „rekonstruktor”, którzy o sobie piszą:

Jesteśmy grupą pasjonatów historii z okolic Dzierżoniowa. Rekonstruujemy umundurowanie, wyposażenie i uzbrojenie 58 poznańskiego pułku piechoty z okresu kampanii wrześniowej.

Po raz kolejny spotkaliśmy się na szczycie, gdzie zrobiłem „chłopakom” kilka zdjęć. Pokręciłem się po okolicy, pomachałem żonie do kamery, jest ich na górze 4, a relacja na żywo w internecie dostępna pod adresem wielkasowa.eu. Przybiłem pieczęć w książeczce KGP, popstrykałem wspaniałą panoramę z wieży widokowej i ruszyłem dalej. Robiąc niewielkie koło powróciłem na przełęcz Jugowską.

Szybkość i płynność, zwłaszcza przy zjazdach, wywołała we mnie uczycie jak bym „oszukiwał”. Przyzwyczajony dreptać z ciężkim plecakiem po górach, czułem się nieco zawstydzony że wszytko idzie tak lekko. Ale chyba nie każdy wypad musi boleć jeszcze przez kolejne dni.

 


Podobało Ci się? daj lajka!

5 thoughts on “Wielka Sowa na biegówkach

  1. Kurde Wojtek zawstydzasz mnie i jednocześnie motywujesz jak diabli.
    Mam nadzieję że jak spadnie mi trochę waga i ja po 25 latach wrócę na szlak, nie żebym spał w hamaku :> ale tez chciałbym w realu kilka takich ponownie obrazków zobaczyć.

  2. Fajna historia z tymi nartami. Dałeś im drugie życie wyciągając je z tej szopy. Cieszę się, że po części moja relacja do tego zainspirowała. Jest mi bardzo miło. „Szybkość i płynność, zwłaszcza przy zjazdach, wywołała we mnie uczycie jak bym „oszukiwał”. Przyzwyczajony dreptać z ciężkim plecakiem po górach, czułem się nieco zawstydzony że wszytko idzie tak lekko. Ale chyba nie każdy wypad musi boleć jeszcze przez kolejne dni.” – mam to samo, ale potem myślę, chrzanić to. Nie zawsze tak musi być taki scenariusz, a dzięki temu zdążę jeszcze na kolację do domu 😛

    No i chyba będzie ciąg dalszy narciarskich przygód? 🙂

  3. Łał, chyba już wiem gdzie wybiorę się ze swoją rodzinką w ferie zimowe 😀 Strasznie motywujesz, ale tak pozytywnie 🙂 Będę tu wracać! Miłych podróży dalszych!

  4. Zdecydowanie miejsce godne sprawdzenia, szczególnie że niebawem będzie splądrowane na fali poszukiwaczy skarbów z II WŚ która wezbrała dzięki „złotemu pociągowi”. Tak czy siak, trzeba tam uważać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *