Końcówka grudnia, kilka dni do świąt, za pasem też nowy rok, dobry czas na podsumowania. A jest co podsumowywać, mnogość wyjazdów, wspaniałych przygód i pięknych chwil była powalająca. Dobrym odzwierciedleniem  tego co działo się na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy jest ostatni wypad w Sokoliki.

Zostawiamy auto na parkingu na przełęczy i sprawnym, szybkim krokiem udajemy się pod skałki. No właśnie, sprawnym i szybkim krokiem, fajnie czuć w sobie moc która tak ładnie urosła w tym roku. No i jesteśmy, znów to samo miejsce, te same skały ale jednak jakieś inne. Ile tu się nowych chwytów pojawiło, ile nowych dróg, jeszcze niedawno tak nie realnych.

sokoliki_krzywa_turnia_kurtykowka_wspinaczka_1Już stoję pod skałką, przywiązany do liny, kochanej wybawicielki, a na drugim końcu Seweryn. To on czuwa bym był bezpieczny, wydaje i zbiera linę, doradza w chwilach krytycznych i dodaje otuchy w chwilach zwątpienia, no i opierdolić też potrafi. No i zaczyna się, moje kończyny już na ścianie, powoli, czujnie ale pewnie pnę się w górę. To łatwa droga i już po chwili jestem na górze, morale podbudowane, kontakt za skałą nawiązany.

Teraz Seweryn, na rozgrzewkę robi to co ja stawiam sobie za cel, może nie jakiś wzniosły ale jednak. Ostatnio zasadziłem kolanem na półkę i jakoś mnie to boli, i fizycznie i psychicznie. Seweryn przechodzi bez najmniejszego problemu w swoim „lekkim” stylu, wybiera chwyty i stopnie  najmniejsze co by sobie jeszcze drogę podkręcić, miło się na to patrzy.

I znów zmiana ról, teraz ja prowadzę, maksymalnie skupiony wchodzę w skałkę, pierwsze spostrzeżenie? nie jest tak lekko jak jeszcze przed chwilą! Idę w górę, krok w krok obok mnie idzie strach, dobry jest skubaniec, wszędzie ze mną wlezie. Wreszcie dochodzimy do kluczowego momentu, teraz trzeba wykorzystać to co się nauczyło przez ostatni rok. Staram się ustawić, wybadać chwyty i znaleźć przejście, a strach tuż obok każe zawracać i co chwila wysyła sygnał do zwieraczy by się rozluźniły. Wreszcie jest przejście, okazuje się że czasem trzeba zrobić krok wstecz by znów iść do góry. A jak łatwo to teraz przyszło, aż się człowiek dziwi nad swoją wcześniejszą „ułomnością”. Przecież od ostatniego razu siły aż tyle nie przybyło no i droga też się nie zrobiła łatwiejsza, to w głowie się zmieniło. To w głowie zawsze dzieje się najwięcej, tam jest główna sterownia każdego łojanta. Zjeżdżam i delektuje się satysfakcją, znów udało się ładnie rozwiązać skalną zagadkę, odnaleźć ukrytą bramę i odważyć się na jej przekroczenie.

Droga Kurtykówka na Krzywej Turni - Sokoliki
Droga Kurtykówka na Krzywej Turni – Sokoliki

Kolejny cel to Krzywa Turnia i droga poprowadzona przez legendarnego Wojtka Kurtykę, czyli Kurtykówka. Szczyt zdobyć chce Seweryn, przed nim ok 30m granitowej skały. Długo wpatruje się w drogę i idzie. Powoli, czujnie bo pierwsza wpinka wysoko, wpina się, i jakby zachęcany tą łatwiejszą częścią drogi, szybko dochodzi do problemu. Tu czeka już na niego kolega strach, ale nie atakuje od razu, pozwala się Sewerynowi zmęczyć, taki zmęczony wspinacz to łatwiejszy cel. Z dołu mogę tylko się domyślać co kolega strach szepcze  Sewerynowi na ucho. I nagle po kilku atakach na problem poda słowo blok! Kilka minut przerwy, i kolejny atak tym razem udany. Jeszcze kilka metrów, mały trawers i do góry.I wreszcie szczyt, miejsce dla wybranych.

Przed wejściem Seweryn zapowiadał że jeśli wejdzie postara się odnaleźć tz. puszkę szczytową. Po kilku minutach, przez porywisty wiatr, przedzierają się słowa „mam ją”. Odnaleziona puszka, była bardzo zniszczona, a jej zawartość bardzo uboga. Mamy plan powrócić do puszki i uzupełnić jej zawartość, tak by kolejne grupy wspinaczy mogły wpisać się i tym samym tworzyć historię tego miejsca.

 


Podobało Ci się? daj lajka!

One thought on “Kurtykówka puściła Seweryna

  1. Głowa gra główne skrzypce przy wspinaczce. Sama ostatnio byłam po długim czasie na ściance wspinaczkowej i poszło mi znacznie lepiej niż podczas poprzednich wizyt. ( A nic w kierunku rozwijania się w tym temacie nie robiłam). Po prostu mniej spiny, jakieś lepsze nastawienie. Gratulacje dla Was. W ogóle, kto by pomyślał wspinać się w grudniu w terenie. Coś mi się wydaje, że z roku na rok taka tendencja będzie się utrzymywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *