Woda, las i piękne tereny to coś co sprawia że chętnie lgniemy na łono natury. Jednym z miejsc gdzie możemy to wszystko znaleźć i to w najlepszym wydaniu jest starorzecze Odry. Nie daleko od ujścia Kaczawy do odry rozbijamy obóz i czynimy przygotowania  do spędzenia nocy w powietrzu. Tak w powietrzu! cała sześcio osobowa drużyna będzie spała w hamakach.

Test hamaków

Przy tym biwaku mam okazję po testować i sprawdzić kilka rodzajów hamaków. O tym że spanie w hamaku jest jedną z najwygodniejszych form nocowania na łonie natury, ja przekonałem się już kilka lat temu. A najlepszym dowodem że jest to naprawdę super sprawa świadczy fakt że już kilka osób z mojego otoczenia sypia w hamakach będąc w terenie. jednak nie każdy hamaczek zapewni nam komfort. O tym na co zwrócić uwagę kupując hamak i jak sprawdzają się w terenie różne ich rodzaje w osobnym wpisie (link wkrótce).

Bardzo miły i przyjemny wypad, było wędkowanie, rozpalanie ognia krzesiwem i strzelanie z broni pneumatycznej.

 

Kwisa to bez wątpienia perła Borów Dolnośląskich i jedna z najmniej uregulowanych rzek Polski. Ta wyjątkowo czysta i malownicza rzeka swą krętą ścieżkę wśród lasów, pagórków, miast i wsi rozpoczyna w górach Izerskich a kończy wpadając do Bobru.

Wartki nurt Kwisy

My (Seweryn, Sebastiani i ja Wojtek) naszą przygodę z Kwisą rozpoczynamy w Kliczkowie, tu zostawiamy samochód i z całym ekwipunkiem ruszamy w kierunku elektrowni skąd mamy rozpocząć spływ. O godzinie 10:00 zjawia się sympatyczny Pan z kajakami, jedna jedynka i jedna dwójka, zostawia sprzęt daje kilka dobrych rad i pospiesznie odjeżdża. Nie chcąc tracić ani chwili pakujemy graty do kajaków i stromym zejściem z skarpy znosimy nasze jednostki pływające do wody. Po kilku nie spokojnych i nerwowych ruchach powoli oswajamy się z kajakami. Załoga dwójki to Seweryn i ja, wiosło w jedynce dzielnie dzierży Sebastian. Już po kilku minutach spływu orientujemy się że nurt rzeki jest wyjątkowo rwący a poziom wody bardzo wysoki. Pierwszy odcinek spływu wiedzie z Kliczkowa do Ławszowa i rozpoczyna się niewinną wywrotką Sebastiana, jeszcze nie wiemy że to zapowiedź kolejnych przygód i niebezpieczeństw.

Spływ Kwisą

Spływ kajakowy Kwisą

Niebezpieczeństwa spływu kajakowego

Z minuty na minute nasz respekt dla tej rzeki rośnie coraz bardziej, wystarczy chwila nie uwagi na jednym z licznych zakrętów by znaleźć się pod jednym z wielu zwalonych i tamujących rzekę drzew. Po ostatnich powodziach rzeka aż roi się od podmytych i zabranych z prądem drzew, krzewów i zarośli. Powoli dopływamy do zniszczonej tamy w Ławszowie. Brak oznaczeń i informacji o sposobie pokonania tej przeszkody, po lewej stronie widać miejsce po którym można by przepłynąć i właśnie to miejsce wybieramy z Sewerynem jako punkt pokonania tej przeszkody. Zgodnie z ustaleniem Sebastian czeka w bezpiecznej odległości by nie zostać porwanym przez prąd i obserwuje nasze działania. Rozpędzamy naszą niebieską torpedę i dynamicznie spływamy w dół, uf udało się 1/2 kajaka zalana wodą, wszystko pływa ale się udało. Bezpiecznie dopływamy do kamienistej plaży 50m za wodospadem. Wychodzimy z kajaka i spoglądamy w kierunku Sebastiana który próbuje iść w nasze ślady. Niestety nie udało się, bystry prąd rzeki znosi niewielką jedynkę naszego kolegi wprost na wystającą ponad wodę skałę. Po heroicznej walce z gotującą się w tym miejscu wodą natura bierze górę i przewraca kajak do góry dnem. Na kilka sekund nasz oddech zamiera kiedy widzimy kajak kolegi wciągany przez rozszalałą rzekę pod kamienne resztki starej tamy. Wreszcie wypływa Sebastian, jego noga zaklinowała się między kamieniami a jej uwolnieni przypłacił kontuzją…

Co zabrać na spływ kajakowy

Spływ kajakowy to doskonała forma aktywnej turystyki, pozwala zbliżyć się do natury  a nawet się w nią wtopić. Aby czerpać pełną satysfakcję i cieszyć się każdą chwilą na wodzie bardzo ważne jest zaopatrzenie się w odpowiedni sprzęt. Kajak, wiosła i kamizelkę to zestaw standardowy przy zakupie spływu o resztę musimy zadbać sami.

Podstawowa myśl jaka powinna nam towarzyszyć przy wyborze sprzętu i akcesoriów to świadomość że na 90% my i nasz bagaż będzie miał kontakt z wodą. Większość kajaków posiada tz. „suchą komorę” która jest sucha zazwyczaj tylko w nazwie. Najlepszym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w „suche worki”, koszt takiego worka nie jest duży a potrafi uratować przed zalaniem rzeczy o wiele cenniejsze. Jak alternatywę można użyć worki na śmieci, muszą to być solidne worki a nie jakieś Stonkowe wersje, i koniecznie 3-4 worki na jeden pakunek.Samo szczelne zapakowanie nie wystarczy, przy pierwszej wywrotce i zalaniu kajaka nasze rzeczy płyną z prądem i może być problem z ich odnalezieniem. Dlatego koniecznie przymocujcie swój bagaż do kajaka.

W składzie naszego bagażu nie powinno zabraknąć suchych ubrań na zmianę. Jeśli spływ jest kilku dniowy warto zabrać dobrze dobraną rację jedzenia. Nie zawsze można rozpalić ognisko a ciepły posiłek dodaje sil i podnosi morale, dlatego można zabrać ze sobą kuchenkę turystyczną. Mały i poręczny zestaw menażka, butla i palnik to doskonałe rozwiązanie na przerwy obiadowe lub poranne kawy. Rzeka to i jej okolice to raj dla wszelkiego rodzaju robactwa z komarami i kleszczami na czele, koniecznie spakujcie środek który pozwoli wam odstraszyć te irytujące stworzenia. Na wodzie jesteśmy nieustannie narażeni na promienie słoneczne okulary i nakrycie głowy obowiązkowo. Odsłonięte części ciała solidnie smarujemy kremem do opalania. Wywrotka to nic strasznego jeśli jesteśmy na to przygotowani, ale po każdej wywrotce z kajaka trzeba wylać kilkadziesiąt litrów wody i tu przydaje się coś co nam w tym pomoże. W tym celu można po prostu wykorzystać plastikową butelkę z obciętą górą. Siedzenia w kajakach są bardzo wygodne, przez pierwsze 45 minut, niewielki „poddupek” pozwoli na spokojne wiosłowanie przez wiele godzin.

Godzina 11:45 , Chojnów ,stacja PKS przyjeżdża autobus – zaczyna się przygoda. Dawno nie jechałem PKS’em, a szkoda , taka podróż jak mało co przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Za 7.50 zł od osoby dostaliśmy 40 minutowy seans w wehikule czasu, i choć nie przeniósł nas w czasie to w przestrzeni owszem, wylądowaliśmy w Złotoryi. Kolejny etap to wehikuł czasu do Leszczyny, miejscowości z której rozpoczynamy rajd. Po kilku godzinach marszu docieramy do żelaznego Krzyża.

zelazny krzyz wilkow leszczyna Do niedawna aura tajemniczości okrywała tę budowlę. Istniało wiele hipotez dotyczących jej powstania. Jedna z nich głosiła, że krzyż był dziełem cystersów, którzy w niedalekim Kondratowie mieli mieć swój klasztor. Inne hipotezy sugerowały militarne przeznaczenie krzyża, przede wszystkim miałby służyć Niemcom w czasie drugiej wojny światowej jako element systemu przesyłowego.

W 2007 roku, dzięki ogłoszeniom w prasie niemieckiej nastąpił zaskakujący zwrot w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie związane z Żelaznym Krzyżem. Z Niemiec nadszedł list od kobiety, która przed wojną mieszkała w Wilkowie. Twierdziła ona, że Żelazny Krzyż został postawiony między 1931, a 1936 rokiem przez hrabiego von Lüttichan z Prusic. Do ojca kobiety należał las wzdłuż granicy stromego zbocza, ponadto był on właścicielem restauracji, tzw. karczmy sądowej w Wilkowie. Hrabia von Lüttichan chciał na najwyższym wzniesieniu swojej posiadłości postawić na chwałę bożą żelazny krzyż. Nie mógł jednak doprowadzić na wzgórze niezbędnych materiałów. W związku z czym uzyskał od ojca autorki listu pozwolenie, by dokonać tego od strony jego posiadłości. Po pewnym czasie wersję pani Christy Fleischer potwierdził syn hrabiego – Hannibal von Lüttichan. Informacje z listu znajdują odzwierciedlenie w dokumentach historycznych- właścicielem Górnych Prusic był w tamtym czasie Graf Guido von Lüttichan, są również dowody na istnienie w Wilkowie karczmy sądowej.
Na podstawie: „Michler A. „ Gmina Złotoryja”, Złotoryja 2007, s. 141-159

Połowa marca tego roku to czas kiedy temperatura w nocy nie spada poniżej zera (przynajmniej w miejscu w którym rozgrywa się akcja) wraz z Rafałem postanowiliśmy wykorzystać słoneczny weekend i wyskoczyć mały rajd. Korzystając z uprzejmości mojej żony dostaliśmy się do miejscowości Biskupin. W Biskupinie ruszyliśmy pieszo w las polną, wyboistą drogą. Po godzinie marszu w las postanowiliśmy sprawdzić lokalizację i ustalić azymut. Okazało się jednak że GPS nie działa i musimy przejść w tryb marszu na orientację.

 

Sobota wczesne popołudnie miejscowość Rokitki, dzięki znajomością Seweryna zostawiamy auto u zaprzyjaźnionego Czytaj dalej

Kto raz wędrował po górach stołowych pragnie tam wrócić. Nie inaczej było z naszą wyprawą. Pierwszy surwiwalowy wyjazd w te unikatowe w skali Polski i Europy góry odbył się w 2006 roku. Jednak tym razem miało być zupełnie inaczej, bo oto pierwsza wyprawa gdzie noclegi przewidujemy w hamakach. Zrezygnowaliśmy z namiotu którego rozstawienie wymaga w miarę płaskiego i równego terenu a o ten raczej nie zawsze łatwo.

W górach zjawiamy się pod wieczór i ruszamy przed siebie. Na szlaku zastaje nas noc, nie chcąc robić zbędnych kilometrów szlakiem postanawiamy wejść na przełaj. W całkowitych ciemnościach, polegając tylko na latarkach czołowych dochodzimy do szczytu. Rozkładamy plandekę i zawieszamy hamaki, nie znamy dokładnie swojej lokalizacji ale nie ma to znaczenia, miejscówka jest przednia. Rano mamy piękny widok,  szczyt jak przystało na Góry Stołowe płaski i rozległy, pokryty zdrowym lasem i pięknymi formacjami skalnymi. To właśnie takim ternem poruszamy się prze kolejne dni. Piękne widoki, nie wymagające podejścia i niesamowita bliskość natury to smak szlaków Gór Stołowych

A hamaki ? sprawdziły się idealnie, błyskawiczne rozkładanie, doskonała izolacja od ziemi, wielka wygoda leżakowania i snu.

 

Kolejna wyprawa tym razem z Przemkiem udaliśmy się w piękne i tajemnicze góry sowie. Występują tu długie doliny wdzierające się w główny masyw wzdłuż górskich potoków. Urokliwy typowo górski krajobraz , ze zboczy roztaczają się panoramy na okoliczne miejscowości i oddalone pasma górskie. Wędrówka po górskich szlakach w tym rejonie dostarcza niezapomnianych wrażeń.

[nggallery id=1 template=caption]

 

Początek jesieni i doskonała pogoda zachęcają do spacerów po lesie, my wybraliśmy  nieco inną formę spaceru, rajd Borami Dolnośląskimi.

Biwakowanie z rodziną i znajomymi to sama przyjemność. Tym razem wraz z bratem, bratankami i znajomymi w weekend odwiedziliśmy malownicze Czytaj dalej

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit. Proin nibh augue, suscipit a, scelerisque sed, lacinia in, mi. Cras vel lorem. Etiam pellentesque aliquet tellus. Phasellus pharetra nulla ac diam. Quisque semper justo at risus. Donec venenatis, turpis vel hendrerit interdum, dui ligula ultricies purus, sed posuere libero dui id orci. Nam congue, pede vitae dapibus aliquet, elit magna vulputate arcu, vel tempus metus leo non est. Etiam sit amet lectus quis est congue mollis. Phasellus congue lacus eget neque. Phasellus ornare, ante vitae consectetuer consequat, purus sapien ultricies dolor, et mollis pede metus eget nisi. Praesent sodales velit quis augue. Cras suscipit, urna at aliquam rhoncus, urna quam viverra nisi, in interdum massa nibh nec erat.

Z Przemkiem spotykamy się dwa razy do roku i to już jest sukces. Dlatego staramy się zawsze zorganizować chodź mały wypad w teren. Tym razem ograniczeni czasowo organizujemy sobie mały surwiwal w okolicach Odry . Już w  nocy dołączył do nas Seweryn i w miłej przyjacielskiej atmosferze posiedzieliśmy przy ognisku. Niestety już wczesnym rankiem opuścił nasz obóz Seweryn po śniadanku pokręciliśmy się jeszcze po okolicy i wróciliśmy do domu.

 

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit. Proin nibh augue, suscipit a, scelerisque sed, lacinia in, mi. Cras vel lorem. Etiam pellentesque aliquet tellus. Phasellus pharetra nulla ac diam. Quisque semper justo at risus. Donec venenatis, turpis vel hendrerit interdum, dui ligula ultricies purus, sed posuere libero dui id orci. Nam congue, pede vitae dapibus aliquet, elit magna vulputate arcu, vel tempus metus leo non est. Etiam sit amet lectus quis est congue mollis. Phasellus congue lacus eget neque. Phasellus ornare, ante vitae consectetuer consequat, purus sapien ultricies dolor, et mollis pede metus eget nisi. Praesent sodales velit quis augue. Cras suscipit, urna at aliquam rhoncus, urna quam viverra nisi, in interdum massa nibh nec erat.