Z moją wizytą w Chatce Puchatka wiąże się niezwykła historia. W poszukiwaniu kolejnych ciekawych miejsc w Karkonoszach natrafiłem na informację o Chatce Puchatka. Pogrzebałem trochę w internecie i podjąłem próbę kontaktu z kimś kto ma klucze do chatki. Niestety nie udało się nic załatwić a góry wołały.

Był początek marca a w Karkonoszach zima miała się świetnie. Zależało mi na noclegu w terenie lub ciekawym miejscu. Wreszcie wybór padł na wiatę leżącą na czerwonym szlaku pomiędzy: Sowią Przełęczą a Przełęczą Okraj. Przygotowałem się na niskie temperatury, nocleg w terenie i ruszyłem ku przygodzie.

chatka_puchatka_karkonosze_6

Plan był prosty, wędrówka po okolicznych szlakach a o zmierzchu dotrzeć do wiatki. Tak też zrobiłem i przed zapadnięciem nocy spokojnie dotarłem do wyznaczonego celu. Kręciło się sporo ludzi, trochę mnie to zaskoczyło bo było już późno i bardzo zimno. Szybko się okazało żę trwa jakiś bieg i to po prostu końcówka zawodników. Kiedy się już uspokoiło, udałem się do wnętrza wiaty celem urządzenia się na noc.

Niesamowite spotkanie

To co się wydarzyło po wejściu do wiatki ciężko nazwań zwykłym przypadkiem. Wchodzę do wnętrza i witam się z dwójką turystów, młodzi roześmiani ludzi, wyglądają na parę. Kończą przerwę i szykują się do wyjścia. Nagle bez powodu zaczynamy rozmawiać. Pytają gdzie idę, odpowiadam że ja już dotarłem do celu i śpię właśnie tu. Trochę zaskoczeni, informują mnie że oni idą do Chatki Puchatka. Chwila jakiegoś dziwnego zastanowienia. Chcąc zabłysnąć, i sprowadzić ich na ziemię, informuję że ten obiekt jest zamknięty a klucze posiada wąska grupa wybrańców. Odpowiedź była miażdżąca dla mojej próby zabłyśnięcia. Tak wiemy, i mamy klucze. Jak chcesz zapraszamy.

chatka_puchatka_karkonosze_11

Kiedy jest łatwo, jest nudno

Tak niesamowity przypadek, a może przeznaczenie, nie mógł iść bez przygody obok. Po euforycznym przyjęciu informacji, prawie natychmiast wyruszyliśmy w kierunku celu. Położenie chatki było mi dobrze znane, miałem ją naniesioną na mapę. Mieliśmy około godziny marszu, wiał mocny wiatr i prał po twarzy zmrożonym śniegiem. Brnąc w świeżym i kopnym śniegu, nie bardzo przejmowaliśmy się pogodą. Przecież gdzieś tam, już całkiem blisko czeka „domek z bajki”. Napalmy w kominku, zrobimy ciepłej herbaty i ugotujemy coś pysznego.

Mijamy kolejne drzewa, i stromym zboczem schodzimy w dół. Wreszcie docieramy, robi się już ciemno, temperatura ok -10 stopni Celsjusza. Odśnieżamy drzwi, odsuwamy zaspy śniegu z przed wejścia. Próbujemy otworzyć kłódkę ale klucz nie chce wejść. Podejrzewamy że zamarzła, próbujemy ją ogrzać ale nic z tego. Kłudka raczej jest uszkodzona niż zamarznięta, wygląda tak jakby ktoś probował w niej grzebać czymś innym niż klucz. Nasze morale nieco upada, miało być tak pięknie a tu lipa. Drzwi s`naprawdę solidne, i nie ma innej opcji jak otworzenie kłódki i kolejnego zamka.

chatka_puchatka_karkonosze_14

Ja mam sprzęt by bez problemu przenocować na dworze w tych warunkach. Ale moi towarzysze, a zwłaszcza część piękna zaczyna już przemarzać. Sytuacja robi się niepokojąca, jest już ciemno a my jesteśmy w przysłowiowej „dupie”. Szukając rozwiązania problemu, kolega proponuje przepiłowanie kłódki. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby miał sprzęt, ale on proponuje to zrobić pilnikiem który na w scyzoryku. Z szacunkiem dla scyzoryków Victorinox, pomysł wydaje mi się niedorzeczny. Ale opcji jest tak mało, a w zasadzie tylko ta jedna, więc zaczynamy piłowanie. Po kilkudziesięciu minutach stwierdzamy że jest to możliwe ale wymaga czasu. Pozostaje jeszcze pytanie czy budowa kłódki pozwoli na jej wyjęcie po przepiłowaniu.

Mija kilka godzin, niewiasta mocno wyziębiona (ale bardzo dzielna), my już jesteśmy na finiszu. Ostanie minimetry i wreszcie koniec, kłódka spada. Gigantyczna radość, jeszcze tylko jeden klucz, już bez problemu i drzwi się otwierają.

chatka_puchatka_karkonosze_4

Zasłużona laba

Szybko rozpalamy w kominku, a jego ciepło powoli rozgrzewa chatę. Klimat o jakim można marzyć, ściany z bali, drewniany stół świece wypełniają pomieszczenie delikatnym światłem. Pijemy herbatę i zjadamy coś na szybko, a między czasie moi gospodarze szykują wielki gar zupy gulaszowej.

Tu wszystko smakuje inaczej, herbata która jest tak ciepła i tak doskonale nas rozgrzewa. A przecież zrobiona z zimnego śniegu z mroźnej polany tuż obok. Wino które pijemy też smakuje wyborniej i jakoś bardziej niż zwykle napędza rozmowę. Dyskutujemy, wspominamy i cieszymy się tymi wyjątkowymi chwilami do bardzo późna.

W chacie jest poddasze do nocleg i jedno łóżko na dole w głównej izbie. Na dole jest też kominek, więc  zdecydowanie przyjemniej, tu nocujemy, Oni na łóżku a ja szczęśliwie w hamaku który udało mi się powiesić w chacie.

W swoją stronę

Kiedy wstaje nowy dzień wraz z nim budzi się wielka radość z minionych zdarzeń. Jemy śniadanie i rozmawiamy na spokojnie o wszystkim. Poźniej przychodzi czas na prace gospodarcze, trzeba uzupełnić drzewo do kominka. Cięcie, rąbanie, znoszenie i układanie drwa zajmuje nam czas do południa.

Uzupełniam herbatę w termosie, dziękuję gospodarzą za tą wyjątkową okazję nocowania w Chatce Puchatka i odchodzę w swoją stronę. Zostawiam tą wesołą parę by mogli się nacieszyć sobą w samotności.

chatka_puchatka_karkonosze_4

Urzeczony pobytem w Chatce Wielkanocnej postanowiłem kontynuować ten trop i odwiedzić inne Karkonoskie chatki. Chatek jest sporo, i w różnym stanie. Niestety nie udało się zgrać terminów z chłopakami i przygodę tę „musiałem” przebywać sam. Jako cel wybrałem Chatkę AKT, to jedyna chatka w Karkonoszach w której na stałe przebywa opiekun tz Chatar.

chatka-akt

Nocne ścieżki

Najdogodniejszym miejscem startowym do taj chatki jest Jagniątków i czarny szlak prowadzący na grań Karkonoszy. Było już po 19:00 kiedy dojechałem do parkingu przy pensjonacie  Nad Wodospadem, tu zostawiłem auto i udałem się w kierunku czarnego szlaku. Dość szybko zobaczyłem oznaczenia szlaku i zgodzie z instynktem ruszyłem przed siebie. Niewielki wiatr, temperatura ok -5C, jest nawet trochę śniegu idzie się raźnie. Plecak trochę wyładowany i ma swoją wagę ale już się do tego przyzwyczaiłem i po rozgrzaniu idzie się dobrze. I nagle po ok godzinie marszu, zerkam na mapę i coś mi nie pasuje. zerkam dokładnie i okazuje się że idę dobrym szlakiem ale w złym kierunku. Czarny szlak przechodzi przez Jagniątków ale nie schodzi w dół tylko zawraca w górę. Określam moją pozycję, kierunek do chatki i postanawiam iść leśnymi ścieżkami na skróty. Na mapie wyglądało to zdecydowanie lepiej, wszystko zasypane śniegiem, spora cześć ścieżek zarośnięta. Miejscami las, młodnik tak gęsty że nie do przejścia i trzeba obchodzić. Byłem bardzo szczęśliwy kiedy wreszcie odnalazłem szlak czarny i wiedziałem że jestem we właściwym miejscu. Od wysokości 800m npm jest już nasypane spora pokrywa świeżego śniegu. Szlak stromo, ale bardzo równo pnie się w górę, kiedy zbliżam się do wysokości 1000m npm zaczynam bacznie się rozglądać. Gdzieś tu może troszkę wyżej jest zejście na ścieżkę prowadzącą do chatki. Niestety w tych warunkach, i porze wszystko wydaje się takie samo. Staram się wypatrzyć jakieś ślady, jakieś znaki coś co nakieruje na trop. Chatka nie jest naniesiona na mój GPS i nie mogę jej zlokalizować. Z odczytu mapy wiem że jestem gdzieś blisko, schodzę ze szlaku i idę na przełaj. Brnę w śniegu i coraz mniej mi się to podoba, wreszcie coraz więcej skałek i coraz większe, to znak że blisko Hutniczy Grzbiet. Zatrzymuje się by znów się odnaleźć, błąkam się jeszcze trochę aż wreszcie ślady. Wyraźnie zaznaczona ścieżka, a na ścieżce ślady!!! Po śladach odnajduję miejsce docelowe. Jest północ kiedy otwierają się drzwi i spokojny głos prosi bym zostawił buty na zewnątrz i wszedł do środka.

Pierwszy kubek herbaty

Masywne, drewniane drzwi otwierają się tylko częściowo, bo wypaczona podłoga je blokuje. Wciskam się z moim plecakiem i stoję w małym pomieszczeniu. Nie ma tu światła, oświetlam to miejsce czołówką i widzę drzwi i drabinę na piętro. Wchodzę przez drzwi i jestem w dużej izbie, jest ciepło, bardzo czysto a całość oświetlona świecami. Wita mnie Blady, taką ksywę nosi Adam Kaczmarski który jest obecnie chatarem.

chatka_akt_karkonosze (1 of 22)

Siadam przy stole i już po chwili dostaję kubek herbaty. Adam oznajmia że pierwszy kubek zawsze się dostaje a kolejne nalewa się samemu w kuchni. Popijam herbatę i zaczynam wypakowywać jedzenie. Przed wyjazdem dzwoniłem do Bladego i pytałem co potrzebuje, zabrałem trochę warzyw, kiełbasę i świeżą prasę. Rozpakowałem się, rozwiesiłem ubrania i upajam się klimatem tego miejsca.

chatka_akt_karkonosze (2 of 6)

Otwieramy przyniesione winko i rozlewamy po kubku. Między czasie dowiaduje się że idzie tu jeszcze 3 turystów, mieli dojechać z Wrocławia i ruszyć ok 20:00 może poźniej. O godzinie 1:00, Adam dzwoni do chłopaków ale telefon milczy. Mówi że może nie dojechali albo śpią gdzieś na dole. Kończymy butelkę wina i rozmawiamy o historii tego miejsca. Nagle o godzinie 2:15 dzwoni telefon Bladego. Mają szczęście że ma zasięg, ja dzwoniłem po wskazówki kilka razy ale nie było zasięgu u Bladego. Mówią że nie wiedzą gdzie iść i że są gdzieś na czarnym szlaku chyba. Adam nie jest pocieszony że musi teraz wyjść na zewnątrz. Ale tłumaczy chłopakom gdzie mają czekać i że my im wyjdziemy na przeciw.

Na ratunek

Adrenalinka mi skoczyła, akcja nocna. Od razu widzę żę dla Andrzeja to nie pierwszyzna, nawet mnie to nie dziwi bo sam się nałaziłem nim trafiłem. Ubieramy się i wychodzimy, przy wyjściu Adam zdejmuje z wieszaka gwizdek. Klasyka gatunku, podstawa ratunkowa i nieodłączny element apteczki górskiej. Mam taki, sprezentował mi go wraz z apteczką Seweryn. Na głowę montuje moją mega mocną latarkę z diodą cree, ten prezent od Przemka to prawdziwy potwór wśród latarek. I wychodzimy, sypie śniegiem, wieje wiatr i jest mroźno. Adam idzie jak nakręcony, bez problemy porusza się w terenie i prowadzi w umówione miejsce. Wszystko świeżo zasypane śniegiem i nie widać szlaku, jedynie przejścia między drzewami dają znać gdzie iść. Po około 30 minutach dochodzimy do umówionego miejsca, ale nie ma tu nikogo. Próbujemy nawiązać kontakt przez gwizdanie, ale nikt nie odpowiada. Czekamy chwilę i czynność powtarzamy. Aż wreszcie słychać w oddali wołanie. Głosy się zbliżają i po pewnym czasie widać i latarki czołowe. Zapędzili się za wysoko, jeden to nawet ostro bo czekamy na niego jeszcze trochę. Trzech chłopaków, w moim wieku, raczej wysportowani, dobrze ubrani ja na warunki i nie znaleźli (hehehe). Wracamy do chatki, Blady pokazuje też miejsce gdzie powinno się odbić z czarnego szlaku na ścieżkę do chatki. Ale bez znajomości miejsca nie ma możliwości by trafić na ślad ścieżki, wszystko jest takie samo a przesmyk nie wyróżnia się szczególnie. Wracamy trochę dłużej, zbłąkani koledzy niosą plecaki i mają już dość terenowych harców.

chatka_akt_karkonosze (1 of 6)

Pierwsza noc

Wreszcie jesteśmy w Chatce, znów przyjemnie. Tu rozgrywa się akcja jakiej dawno nie widziałem, otóż jeden z turystów zapakował jajka do plecaka. Zapakował je ,tak jak kupił, na samą górę plecaka, teraz siedzi i wyciera wszystko z jajecznej brei. Mamy z tego kupę śmiechu i co chwila ktoś dosadza jakimś tekstem w kierunku pechowego kolegi.

Jestem zmęczony, żegnam się z pozostałymi gośćmi i wychodzę na poddasze. Miałem spać na hamaku ale już późno i nie mam ochoty szukać mocowania. Kładę się spać na jednym z wielu materacy rozłożonych na podłodze. I zasypiam szybko, budzę się jeszcze na chwilkę kiedy wraca reszta ekipy. Noc mija szybko i chętnie pospało by się jeszcze, ale szkoda czasu.

Życie w chatce AKT

chatka_akt_karkonosze (4 of 6)

Rano wszyscy schodzą się do izby z kuchnią i stołem. Jest tu klasyczny klimat zadbanej samotni. Głównym elementem jest tu stół, piękny drewniany i pokaźnych rozmiarów. Tu zbierają się wszyscy do rozmów, posiłków i kiedy pije się coś mocniejszego. My siadamy tu na śniadanie, jednym z elementów etykiety tego miejsca jest wspólne spożywanie posiłków. W części pomieszczenia jest urządzona kuchnia, dobrze zaopatrzona, z klasyczną żeliwną kuchnią na opał. Na kuchni stoją dwa wielkie garnki, jeden z herbatą a drugi z gorącą wodą. Obok na ścianie wisi wielka aluminiowa chochelka do nalewania tych płynów. W kuchni stoi też zbiornik na wodę. I zajmujemy się w pierwszej kolejności, w parach po dwie osoby z wiadrami idziemy po wodę. Woda do chatki noszona jest z oddalonej ok 50m studni. Każdy robi kurs i po kilkunastu minutach mamy ok 60l wody w kuchni. Teraz można napić się kawy i coś zjeść. Przy śniadaniu rozmawiamy o planach na sobotę. Blady mówi że wieczoram może się zjawić jeszcze kilka osób. Chłopaki idą na drugą stronę granicy na dobrego browarka. Ja jeszcze dokładnie nie wiem.

Mroźna wycieczka

Jest dość wietrznie i zimno kiedy wychodzimy na zewnątrz gotowi do wycieczki. Sporą nadzieje dają odsłaniane z rzadka błękitne fragmenty nieba. Idziemy razem po naszych nocnych śladach i dochodzimy do czarnego szlaku. Idąc w górę po 30 minutach dochodzimy do czerwonego szlaku. Tu się rozdzielamy, chłopaki schodzą na czeską stronę. Ja idę dalej czerwonym na Czarną Przełęcz. Pomyślałem że odwiedzę moją miejscówkę z początku roku. Wieje okropnie, zdecydowanie najmocniej z moich tego rocznych wypadów. Nie zabrałem termosu ale mam maszynkę do gotowania.

chatka_akt_karkonosze (20 of 22)

Kiedy dochodzę do wiatki na przełączy rozmawiam jeszcze chwilkę z ludźmi którzy właśnie wychodzą. Poźniej zostaje sam i nastawiam sobie wodę na herbatę. Ucieszył mnie fakt że wstawili drzwi, kiedy tu spałem ostatnio nie było ich. teraz to naprawdę doskonała miejscówka na nocleg. Po chwili wpada dwójka Czechów, para a biegówkach, dziewczyna się trzyma, ale koleś jest ostro wytargany. Mam mało wody więc idę po śnieg by dosypać do kubka na gazie. Kiedy wracam ze śniegiem koleś grzeje się przy mojej maszynce. Przeprasza mnie ale mówi że musi się ogrzać bo nie czuje rąk. Woda się gotuje, Czech się grzeje podjadamy czekoladę. Wypijam kubek gorącej herbaty i zbieram się do wyjścia. Wracam do chatki, dziś nie dzień na chodzenie. Schodzę na szlak zielony i trawersuję do czarnego, poźniej już łatwo bo znam drogę. Po Południu wracam do bazy, chwilę poźniej robi się ciemno.

Stali bywalcy

chatka_akt_karkonosze (22 of 22)

W sobotę wieczorem w chatce zjawia się kilka osób, głównie stali bywalcy. Czują się jak u siebie i doskonale się znają. Siedzimy wszyscy w kuchni przy stole i rozmawiamy na różne tematy. Między czasie ktoś robi jedzenie i po niedługim czasie na stół wjeżdża patelnia z kolacją. Zjadamy wspólnie posiłek, zaraz poźniej wracają nocni wędrowcy. Między czasie jeszcze ktoś przychodzi ktoś wraca na dół. Atmosfera trochę ospała, ciepło chatki rozleniwia a zmęczenie dniem usypia. Siedzę jeszcze trochę i zbieram się na górę. Tym razem mam już zawieszony hamak i nocspędzę w mój ulubiony sposób

Odwilż

Wczesnym rankiem budzą mnie głosy zbierających się Wrocławian, starają się być dyskretni ale ciężko im idzie. Wreszcie schodzą i jest cisza, słychać tylko odgłosy z kuchni która jest pod poddaszem. Ale jeszcze zasypiam, budzę się przed 10:00 i pakuje plecak. Kiedy schodzę na dół jest już kilka osób, Blady jeszcze śpi. Zjadam śniadanie, wypijam kawę i ubieram się do wyjścia. Jeszcze tylko pamiątkowy wpis w książce meldunkowej. Okazuje się że Wrocławska ekipa zmieniła plan i zeszli na dół a nie jak wcześniej planowali na czeską stronę. Kiedy wychodzę na zewnątrz wszystko staje się jasne, jest odwilż! Wszystko płynie, śnieg mokry, z drzew kapie woda i jest wyjątkowo nieprzyjemnie. W dzień łatwo odnajduję ścieżkę w dół, po mokrej i śliskiej drodze schodzę do auta. Kiedy jestem przy samochodzie w koło nie ma śladu po zimie.

Może jeszcze wróci…

Nieoczekiwanie, jakiś miesiąc temu, dostałem informację od Sebastiana że ma wolny termin na 3 dniowy wypad. Informacja ta bardzo mnie ucieszyła, bo po ostatnim samotnym wypadzie brakowało mi wyprawy w towarzystwie. Niecierpliwie odliczałem dni do 11 lutego. Wreszcie piątek, godzina 7:00, Sebastian jest po mnie. I tu zaczyna się przygoda, ale by dopełnić opowieści zaczniemy ją kilka dni wcześniej.

Szukając ciekawych miejsc

Kilka dni przed wyjazdem wstępnie ustaliliśmy że celem będą Karkonosze. Szukając czegoś ciekawego natrafiłem na historię chatek Karkonoskich. Istnieją w Karkonoszach tz. chatki, domki myśliwskie, schrony…
Oddalone od szlaków, ukryte w nierównościach terenu i doskonale zakamuflowane roślinnością. Miejsca mało kiedy zaznaczone na mapach, a dzieją się tam ciekawe rzeczy. I tak po długich poszukiwaniach, kontaktach, kilku telefonach, udało się załatwić Klucze do Chatki Wielkanocnej. Dodatkowo zwróciliśmy się do KPN (Karkonoski Park Narodowy) o zgodę na wejście na zamknięty szlak by dotrzeć do Chatki.

karkonosze_sniezne_kotly_2

 

Kierunek Chatka

Początek wędrówki rozpoczyna się w Jagniątkowie. Tu zostawiamy samochód, przeglądamy sprzęt i dopinamy plecaki. Nie ma tu śniegu, ale jest zimno. Wolnym tempem ruszamy w górę kierując się na Rozdroże pod Śmielcem. Idziemy wolno, bo kamienie śliskie, bo plecaki ciężkie i jeszcze się organizmy nie przyzwyczaiły. Po 40 minutach rozgrzewamy się już dość dobrze. Idziemy w górę i z każdym krokiem przybywa śniegu. Wieje mroźny wiatr i nakręca małe zadymki. Kiedy dochodzimy do Rozdroża pod Śmielcem, śniegu jest już po kolana. Od ostatniego opadu śniegu nikt tu nie chodził i cała trasa nie przetarta. Robi się jeszcze ciekawiej kiedy idąc zielonym szlakiem mijamy krzyżówkę pod Wielkim Szyszakiem. Od tego miejsca szlak jest zimą zamknięty dla turystów, chodzi głównie o ochronę przyrody i możliwe lawiny przy śnieżnych zimach. Na szczęście w czasie naszego pobytu nie było żadnego zagrożenia lawinowego.

karkonosze_sniezne_kotly_6

Ostatnia krzywa

Im bliżej celu tym warunki coraz gorsze, wiatr wieje mocno, goniąc przed nami chmury i tylko czasami odsłania się grań. Zostało nam 500 metrów, poruszanie się jest bardzo trudne, śniegu miejscami po pas, regularnie zapadamy się po kolana stąpając po przewianej skorupie śniegu. Zachodzimy się z tej niemocy, i schodzimy za nisko. Teraz znów w górę w tym zapadającym śniegu. To krążenie kosztuje nas masę sił, i jesteśmy wykończeni. Wreszcie pojawia się zwiastun! Mały drewniany kibelek, znak że 100m dalej jest nasz cel. Dochodzimy tam, błądząc jeszcze po drodze kilkukrotnie.

Chatka Wielkanocna

Kiedy wreszcie tam jesteśmy i stoimy przed tym małym, urokliwym i tajemniczym miejscem na myśl przywołują się wszystkie historie o ludziach którzy weszli do pustego domu w środku lasu. Drewniana konstrukcja przypomina mi budowlę z jakiejś bajki. Drzwi bardzo solidne, zamknięte na kłódki i zaryglowane porządnie. Zdejmujemy kłódki i wyjątkowym i niespotykanym kluczem otwieramy pierwsze drzwi. Za nimi kolejne, te już bardzo delikatne i przeszklone. Otwieramy je do środka i wchodzimy a do głowy nasuwają się historię wszystkich gości.

Ten niewielki domek myśliwski otrzymał swoją nazwę w 1967 roku kiedy to grupka ludzi spędziła tu Wielkanoc. Było to dla nich tak skrajnym i mocnym przeżyciem, że od tej pory na wspomnienie tej nocy zaczęli używać określenia Chatka Wielkanocna. Nazwa się przyjęła i funkcjonuje do dziś. Chatka jest zamknięta i bez kluczy nie można się tu dostać. Aby dotrzeć i przenocować w tym miejscu trzeba się postarać…

Ciepło kominka

Pierwsza rzecz którą robimy po wejściu do chatki to rozpalenie w kominku. Temperatura wewnątrz poniżej zera, wiadra z wodą skute lodem. Kominek czeka na rozpalenie, przygotowane drwa, rozpałka, przesuszone drewienka na start. Już po kilkunastu minutach, mamy przyjemny ogień. Po godzinie ciepło kominka zaczyna wypełniać izbę i mamy ok 10 stopni. Trochę osuszamy sprzęt  i zjadamy dobry obiadek. Między czasie przeglądamy mapę i planujemy wycieczkę.

Wielki Szyszak i Śmielec

Jest już po 14:00 kiedy jesteśmy gotowi do wyjścia. Na dworze pochmurno i wieje bardzo mocno, wszędzie ponawiewane śniegu i spory mróz. Wracamy po naszych śladach na szlak zielony. Teraz już tylko w górę, szlak bez śladów tylko biały śnieg. Coraz mocniej czuć że zbliżamy się do grani wiatr wieje jeszcze mocniej. Zaliczamy Wielkiego Szyszaka, zaczyna się ściemniać, i nim dochodzimy do Śmielca jest już ciemno. Kompletnie zasypanym szlakiem, idąc przez Rozdroże pod Śmielcem wracamy na szlak zielony a nim dochodzimy do naszej chatki.

To był mocny dzień i brnięcie w świeżym śniegu dało nam popalić. W chatce jesteśmy bardzo zmęczeni, ogarniamy się i jeszcze przed 22:30 idziemy spać.

Rześki poranek

karkonosze_sniezne_kotly_28Budzimy się około godziny 7:00, w kominku wygasło a temperatura jest lekko ponad zero. Przymusowe opuszczenie chatki, mróz ładnie trzyma. Na dzień dobry rozpalamy w kominku, mamy już wprawę więc idzie sprawnie. Grzejemy się i robimy śniadanie, szykujemy też coś na wycieczkę i gotujemy wodę do termosów.

Między czasie postanawiam wyskoczyć na zewnątrz tylko w gatkach i po nacierać się śniegiem. Odwieczna ciekawość zaspokojona, organizm po rozgrzewce plus dawka adrenaliny spokojnie daje radę. Już kilka minut po natarciu jest mi ciepło.

 

Raz a dobrze

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy 2 wyjścia, wpierw na łabski szczyt i powrót czerwonym szlakiem przez grań. Kolejne to temat otwarty. Warunki jakie nas spotkały szybko zweryfikowały nasz plan. Późne wyjście, połączone z trudnymi warunkami. sprawiły że przejście, pierwszej zaplanowanej trasy, zajęło nam dużo więcej czasu. Pierwszy wydeptany szlak spotykamy dopiero w Okolicach schroniska pod Łabskim Szczytem. Na łabski szczyt idziemy wpierw drogą zimową na grań i poźniej czerwonym w kierunku śnieżnych kotłów. Widoczność bardzo słaba, ale kiedy docieramy do śnieżnych kotłów doskonale widać wielkie nawisy śnieżne wiszące nad spadzistymi ścianami kotła.

Idziemy dalej i jak dzień wcześniej przechodzimy przez Wielkiego Szyszaka i Śmielca. Do chatki dochodzimy równo z nocą, jej odnalezieni zajęło nam sporo czas.

 

Wpis na pożegnanie

 

Sobotni wieczór spędzamy w chatce popijając piwko. W niedziele wstajemy rano, sprzątamy w chatce, uzupełniamy drewno. Kiedy jesteśmy gotowi do wymarszu jest przed dziesiątą. Sprawdzamy wszystko dokładnie i pozostaje nam tylko ostatni, przyjemny obowiązek. Wpisujemy się do książki meldunkowej. Wpierw Sebastian jako numer 4769 a poźniej ja jako 4770.

Zamykamy dokładnie chatkę i zaczynamy schodzić w kierunku Jagniątkowa. Zgodnie z planem w południe jesteśmy przy aucie. Tu kończy się ta przygoda i pozostaje pewien niedosyt.