Czwartek okazał się dobrym dniem na planowaną od jakiegoś czasu wycieczkę do Skalnego Miasta w Czechach.  Objazdy, wąskie drogi i spory ruch ograniczają naszą szybkość, 100km trasę pokonujemy w ponad 2 godziny. Na miejscu jesteśmy ok południa, chyba kulminacja turystów. Parkujemy na jednym z wyznaczonych parkingów za który płacimy 50 koron. Ruszamy w kierunku wejścia, sporo sklepów, punktów z jedzeniem i kantorów. Przy wejściu kupujemy bilety, i płacimy koronami bo tylko tak można, cena biletu 70 koron. Po przekroczeniu bramy zagaduje nas przewodniczka i pokazując na mapie opowiada o trasie, bardzo miła rozmowa i nie trzeba było płacić. Cała trasa to ok 6km pokonujemy ją w ok 3.5, teren urozmaicony a Wiki musi sama wszędzie. Poniżej fotorelacja z wycieczki.

 

W niedziele wybraliśmy się na mały trekking  po Wąwozie Myśliborskim. Warunki bardzo jesienne jak na połowę stycznia, ale malowniczość i atrakcyjność trasy nadrabia niekorzystną aurę.

Wąwóz Myśliborski to niesamowite miejsce, przekraczając jego granice ma się wrażenie wejścia w inny świat. Malownicze ścieżki wijące się wśród wyrastających w niebo skał to charakterystyczny widok dla tego miejsca. Co rusz spotykamy zadziwiające symbole potęgi natury, przechodzimy przez płytkie potoki, wędrujemy otwartymi polanami i wąskimi wąwozami.

Przebieg trasy:

Parking w Myśliborzu – Wąwóz Myśliborski – Ruski Most – Wąwóz Siedmicy – Siedmica – Jakuszowa (drogą modrzewi) – Parking w Myśliborzu (wąwozem)

Wąwóz Myśliborski Mapa

Wąwóz Myśliborski – Mapa naszego trekkingu

Zapraszam do obejrzenia wideo relacji z ostatniego w tym roku (2013) wypadu w Góry. Miejsce akcji Karkonosze, wyruszamy z  Jagniątkowa kierunek Śmielec. Poniżej granicy ok 800m brak śniegu, ale powyżej z każdym krokiem warunki coraz bardziej zimowe. Ponad 26km pięknych widoków i surowej natury.

czarny-kociol-jagniatkowski-smielec-karkonosze

Pomyślałem że to żart, kiedy godzinę przed wyjazdem dostałem sms od Seweryna z pytaniem czy mam kompaktową łopatę do śniegu. Jeszcze dokładnie nie znałem celu podróży ale gdzie u licha w promieniu 100km, bo dalej raczej nie jedziemy, może być tyle śniegu że potrzebna będzie łopata ?

Kierunek Szklarska Poręba

Późno już do chwila po 21:00 kiedy wyjeżdżamy w kierunku Szklarskiej poręby. Wystarczyło że wyjechaliśmy kawałek za Złotorię a przekonałem się że pomysł z łopatą nie był wcale żartem. Temperatura -1 i spada, śniegu już trochę leży a z nieba sypie obficie. Na śliskiej drodze kierowcy, zaskoczeni bardziej niż drogowcy, kręcą piruety na śliskiej nawierzchni. Kiedy dojeżdżamy do Szklarskiej jest już prawie północ, masa śniegu, ciągle pada i jest rewelacyjnie. Powoli i dokładnie pakujemy plecaki i ruszamy na szlak.

Seweryn gotowy do marszu, plecaki spakowane czołówki zamontowane...

Seweryn gotowy do marszu, plecaki spakowane czołówki zamontowane…

Zimowy biwak pod chmurką

Jest już chwila przed trzecią kiedy po kilku godzinach brnięcia w śniegu i przy jego obfity opadzie postanawiamy biwakować. Zimowe biwaki to dla nas nie nowość, przerabialiśmy noclegi w hamakach w temperaturze ok -15°C i wiedzieliśmy że damy radę. Ta noc nie była wyjątkowo zimna bo temperatura nie spadła poniżej -8°C. Około trzeciej nad ranem rozwieszamy płachtę biwakową i wieszamy pod nią hamaki, używane przez nas hamaki są dwu warstwowe, między warstwy wkładamy karimatę. Śpiwory to żaden nowoczesny puchowy sprzęt, kupiliśmy je w demobilu za 70zł, wcześniej używali ich żołnierze Bundeswehry. Śpiwory te są niesamowicie solidne, na tle obecnego sprzętu turystycznego wręcz niezniszczalne, zamki mają takie że jak wejdzie Ci w niego palec to się zamek z palcem zamknie, są bardzo ciepłe i komfortowe, poza tym po prostu nie szkoda ich ekstremalnie używać. Jedyny mankament jaki mają to waga i rozmiar, śpiwór zajmuje prawie całą 35 litrową komorę plecaka, ale przyzwyczailiśmy się do nich i chyba jeszcze z nami zostaną.

Ja tradycyjnie śpię bez butów w dwóch parach skarpetek i jednych spodniach plus kalesonach x2, niestety spodnie mam mokre od brnięcia w śniegu i zapomniałem zapakować spodni zimowych do plecaka, ale bez paniki nie jest aż tak zimno. Buty przykrywam stuptutami i stawiam na śniegu, wiem że rano minie chwila nim uda mi się włożyć nogę do zimnego i zesztywniałego buta, ale tak jest mi wygodniej. Seweryn będzie miał rano cieplutkie buty bo w nich śpi.

Hamaki wiszą ok 50-70 cm nad ziemią/śniegiem, prawdziwą sztuką jest sprawnie wejść do śpiwora leżąc w hamaczku, to nie łóżko, buja się jak łódka na falach. Trochę szamotania i już leżę w cieplutkiej norce, doskonale odizolowany od podłoża, chroniony przed wiatrem i z ogrzewaczem zippo  w kieszeni. Przez pierwsze minuty ma się nadtemperaturę,wejście do hamaka w ciepłym ubraniu a potem jeszcze układanie się wygodnie potrafi nieźle rozgrzać, kilka minut i śpię jak niemowlę.

Budzę się ok szóstej i trącam ręką płachtę, śnieg pada bez przerwy, i nazbierało się go tyle że płachta szura mi o hamak. Kilka stuknięć i można spać dalej.

Śnieżny poranek

Budzimy się kilka minut przed 9:00, śnieg już nie pada i zapowiada się niezły dzień. Wypijamy po kubku ciepłej herbatki, która się ostała w termosie. Rozglądamy się po okolicy i sprawnie pakujemy naszą bazę, przy okazji w plecaku znajdują się moje spodnie zimowe. Przed godziną dziesiąta już raźno maszerujemy szlakiem w kierunku schroniska Pod Łabskim Szczytem.

Nasz biwak z rana do spakowania została tylko płachta

Nasz biwak z rana do spakowania została tylko płachta

Prawdziwa zima

Z każdym krokiem przybliżającym nas do wysokości 1168m, bo na takiej wysokości leży pierwszy punkt naszej wędrówki, pogoda staje się coraz bardziej surowa. Przenikliwy wiatr wynajduje wszystkie zakamarki którymi może nas ochłodzić, widoczność spadła do ok. 30-40m, a z nieba znów sypie drobny i twardy śnieg.  Po około godzinie docieramy do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Tu, nieco zdziwiona, chyba naszą obecnością, wita nas starsza Pani. Przeglądamy listę dań ciepłych i wybieramy flaczki. Jesteśmy jedynymi gośćmi tego schroniska i trochę dziwnie się czuje bo jestem przyzwyczajony że w takich miejscach zwykle bywa gwar. Wszystko pewnie przez pogodę, to pierwszy atak zimy w tym roku, amatorzy się wystraszyli a zawodowcy jeszcze nie przyjechali ;). I po około kwadransie jest jedzonko. Flaczki pyszne i polecam serdecznie (może po tej nocy w śniegach miałem taki apetyt). Między czasie w schronisku zjawia się para turystów zmierzających na Szrenicę. Kończymy jedzenie i uzupełniamy gorącą herbatę w termosach. Pakujemy toboły i w drogę.

1:0 dla zimy.

Kiedy wychodzimy na zewnątrz wchodzimy w bardzo nieprzyjazny świat. Wiatr wieje strasznie, twarde i drobne kryształki śniegu tną po twarzy, a szlaku nie widać. Idziemy w górę w kierunki grani, ale po stu metrach brnięcia w śniegu po pas musimy zawrócić i się przeorganizować. Wracamy do schroniska, przebieram spodnie na zimowe i próbujemy znów.

Nasza droga na grań

Nasza droga na grań

 Po tyczkach do celu

Szybko orientujemy się że powyżej granicy lasu kolorowe oznaczenia szlaku umieszczane na kamieniach, drzewach czy drogowskazach na niewiele się zdadzą. Zimowe warunki każą nam iść prosto ku górze wzdłuż drewnianych tyczek wbitych co kilkanaście metrów. Jak bezradne marionetki przebijamy się przez śnieg znacząc szlak który nikt nie podążał, co jakiś czas przecinamy ślady nart skiturowca (szczęściarz). Ciągłe zapadanie się w miękkim i sypkim śniegu kosztuje nas masę energii, przystajemy co kilkadziesiąt metrów by złapać kilka oddechów i dalej w górę. Po pewnym czasie dochodzą do nas Kasia i Rafał, para którą widzieliśmy w schronisku, to jedyni ludzie jakich spotykamy w terenie . Teraz idziemy w czwórkę, zmieniamy się co jakiś czas by każdy poczuł radość przedzierania szlaku ;). W normalnych warunkach ta trasa zajmuje ok godziny, my po półtorej godziny nie dotarliśmy nawet do grani, na której jest droga prowadząca do Szrenicy. Ze względu na późną porę i ograniczony czas Kasia i Rafał wycofują się w dół. Zostajemy sami i brodzimy w białym puchu dalej. Widoczność coraz mniejsza, czasem z oczu znikają tyczki znaczące szlak. Wreszcie docieramy do wypłaszczenia na szczycie, teraz dalej  Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskie do schroniska Szrenica.

Wojtek Równanek w drodze na Szrenicę

Wojtek Równanek w drodze na Szrenicę

W schronisku

Wreszcie dochodzimy, zamawiamy jedzenie, ja pierogi Seweryn kiełbasę z rusztu. Pierogi bardzo dobre, kiełbas z rusztu owszem ale ruszt był w lecie, dwa lata temu 😉 Pani pyta nas czy zostajemy w schronisku na noc, odpowiadam że schodzimy na dół. Kończymy jedzenie i zbieramy się do drogi. Na dworze już ciemno więc przed wyjściem przygotowujemy sobie czołówki.

_MG_6328

Freeriderzy na  jabłuszkach

Teraz już łatwiej bo w dół, z informacji ze schroniska wiemy że trasą dla narciarzy jechał już ratrak i postanawiamy schodzić właśnie tą trasą przynajmniej ograniczy to nasze zapadanie się w śniegu. Kiedy dochodzimy do stoku przypominamy sobie że mamy jabłuszka do zjazdów na pupie, zabraliśmy je z samochodu jako łopatki do odgarniania śniegu pod biwak. Stok świeżo przejechany widzieliśmy jadący ratrak i mimo że śnieg nie jest twardy i nasze jabłuszka zapadają się w nim pod naszym ciężarem i sporych plecaków to czasem udaje się zjechać kilkadziesiąt metrów w dół. Po niespełna dwóch godzinach docieramy do Szklarskiej poręby.

Piękna wyprawa i niesamowite doświadczenia – pozdrowienia dla uczestników.

Ostatni weekend miałem okazję wraz z Rafałem dreptać szlakami i bezdrożami Przedgórza Kaczawskiego. Czytaj dalej

Staje na platformie, wpinam bloczek zjazdowy, przepinam karabinki zabezpieczające. Spoglądam przed siebie, generuje milion myśli i Czytaj dalej

W ramach świętowania 32 urodzin sprawiliśmy sobie z Sewerynem mały rajd po Rudawach Janowickich. Mglista jesienna aura przepleciona Czytaj dalej

Na ten weekend zaplanowaliśmy z Grześkiem zdobycie Śnieżki od strony Kowar o wschodzie słońca. W Kowarach zjawiamy się w piątek  Czytaj dalej

Godzina 11:45 , Chojnów ,stacja PKS przyjeżdża autobus – zaczyna się przygoda. Dawno nie jechałem PKS’em, a szkoda , taka podróż jak mało co przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Za 7.50 zł od osoby dostaliśmy 40 minutowy seans w wehikule czasu, i choć nie przeniósł nas w czasie to w przestrzeni owszem, wylądowaliśmy w Złotoryi. Kolejny etap to wehikuł czasu do Leszczyny, miejscowości z której rozpoczynamy rajd. Po kilku godzinach marszu docieramy do żelaznego Krzyża.

zelazny krzyz wilkow leszczyna Do niedawna aura tajemniczości okrywała tę budowlę. Istniało wiele hipotez dotyczących jej powstania. Jedna z nich głosiła, że krzyż był dziełem cystersów, którzy w niedalekim Kondratowie mieli mieć swój klasztor. Inne hipotezy sugerowały militarne przeznaczenie krzyża, przede wszystkim miałby służyć Niemcom w czasie drugiej wojny światowej jako element systemu przesyłowego.

W 2007 roku, dzięki ogłoszeniom w prasie niemieckiej nastąpił zaskakujący zwrot w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie związane z Żelaznym Krzyżem. Z Niemiec nadszedł list od kobiety, która przed wojną mieszkała w Wilkowie. Twierdziła ona, że Żelazny Krzyż został postawiony między 1931, a 1936 rokiem przez hrabiego von Lüttichan z Prusic. Do ojca kobiety należał las wzdłuż granicy stromego zbocza, ponadto był on właścicielem restauracji, tzw. karczmy sądowej w Wilkowie. Hrabia von Lüttichan chciał na najwyższym wzniesieniu swojej posiadłości postawić na chwałę bożą żelazny krzyż. Nie mógł jednak doprowadzić na wzgórze niezbędnych materiałów. W związku z czym uzyskał od ojca autorki listu pozwolenie, by dokonać tego od strony jego posiadłości. Po pewnym czasie wersję pani Christy Fleischer potwierdził syn hrabiego – Hannibal von Lüttichan. Informacje z listu znajdują odzwierciedlenie w dokumentach historycznych- właścicielem Górnych Prusic był w tamtym czasie Graf Guido von Lüttichan, są również dowody na istnienie w Wilkowie karczmy sądowej.
Na podstawie: „Michler A. „ Gmina Złotoryja”, Złotoryja 2007, s. 141-159

Kto raz wędrował po górach stołowych pragnie tam wrócić. Nie inaczej było z naszą wyprawą. Pierwszy surwiwalowy wyjazd w te unikatowe w skali Polski i Europy góry odbył się w 2006 roku. Jednak tym razem miało być zupełnie inaczej, bo oto pierwsza wyprawa gdzie noclegi przewidujemy w hamakach. Zrezygnowaliśmy z namiotu którego rozstawienie wymaga w miarę płaskiego i równego terenu a o ten raczej nie zawsze łatwo.

W górach zjawiamy się pod wieczór i ruszamy przed siebie. Na szlaku zastaje nas noc, nie chcąc robić zbędnych kilometrów szlakiem postanawiamy wejść na przełaj. W całkowitych ciemnościach, polegając tylko na latarkach czołowych dochodzimy do szczytu. Rozkładamy plandekę i zawieszamy hamaki, nie znamy dokładnie swojej lokalizacji ale nie ma to znaczenia, miejscówka jest przednia. Rano mamy piękny widok,  szczyt jak przystało na Góry Stołowe płaski i rozległy, pokryty zdrowym lasem i pięknymi formacjami skalnymi. To właśnie takim ternem poruszamy się prze kolejne dni. Piękne widoki, nie wymagające podejścia i niesamowita bliskość natury to smak szlaków Gór Stołowych

A hamaki ? sprawdziły się idealnie, błyskawiczne rozkładanie, doskonała izolacja od ziemi, wielka wygoda leżakowania i snu.

 

Kolejna wyprawa tym razem z Przemkiem udaliśmy się w piękne i tajemnicze góry sowie. Występują tu długie doliny wdzierające się w główny masyw wzdłuż górskich potoków. Urokliwy typowo górski krajobraz , ze zboczy roztaczają się panoramy na okoliczne miejscowości i oddalone pasma górskie. Wędrówka po górskich szlakach w tym rejonie dostarcza niezapomnianych wrażeń.

[nggallery id=1 template=caption]

 

Nowe ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit. Proin nibh augue, suscipit a, scelerisque sed, lacinia in, mi. Cras vel lorem. Etiam pellentesque aliquet tellus. Phasellus pharetra nulla ac diam. Quisque semper justo at risus. Donec venenatis, turpis vel hendrerit interdum, dui ligula ultricies purus, sed posuere libero dui id orci. Nam congue, pede vitae dapibus aliquet, elit magna vulputate arcu, vel tempus metus leo non est. Etiam sit amet lectus quis est congue mollis. Phasellus congue lacus eget neque. Phasellus ornare, ante vitae consectetuer consequat, purus sapien ultricies dolor, et mollis pede metus eget nisi. Praesent sodales velit quis augue. Cras suscipit, urna at aliquam rhoncus, urna quam viverra nisi, in interdum massa nibh nec erat.